Urodziłem się w Polsce. Umrzeć chcę w Peru. Cała reszta jest podróżą. Kontakt ze mną: malachowski@hotmail.com
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Wszystkie projekty społeczne w Peru, o których piszę na tym blogu, można wesprzeć finansowo dokonując wpłaty na polskie konto: Anna Barczyńska, Alior Bank, numer 81 2490 0005 0000 4000 4229 8828 (przy wpłatach z zagranicy konto ma numer: PL 81 2490 0005 0000 4000 4229 8828 ALBPPLPW). Ponadto można zamówić okolicznościowe kartki, z których dochód trafia na edukację i terapię niesłyszącego chłopca ze slumsów w Limie - szczegóły na stronie: www.kartkibrayanazlimy.blogspot.com
Południowe Peru sparaliżowane. W wielu miejscach słynna Panamericana zablokowana jest przez tysiące skonfliktowanych z władzą górników.
Między Limą a Arequipą nie jeżdżą autobusy. To mniej więcej tak, jakby między Gdańskiem a Krakowem oraz Poznaniem i Warszawą nie było żadnej komunikacji. Wielu podróżnych, w tym turyści, czeka uwięzionych w autobusach na przywrócenie ruchu.
My nie czekaliśmy. Polsko-angielska wyprawa, którą prowadzę, przebiła się przez trzy blokady. Jak? Normalnie, na piechotę. Dojeżdżaliśmy do strajkujących wynajętym samochodem, przechodziliśmy przez blokadę, a po drugiej jej stronie łapaliśmy kolejny samochód do następnego, niemożliwego do przejechania punktu. Na ostatnim musieliśmy przejść w ciemnościach przez kilkutysięczny tłum zdesperowanych górników, którym peruwiański rząd uniemożliwia pracę.
Czy takie podróżowanie jest bezpieczne? Oczywiście, że nie. Dlatego na czele naszej grupy szedł nieumundurowany żołnierz z nabitym, gotowym do użycia pistoletem. Bardzo sympatyczny koleżka. W podziękowaniu dostał buteleczkę żurawinowej wódki i brelok z napisem Poland.
Przed nami kolejna przeprawa. Drogi nadal są zablokowane, ale my ruszamy dalej. Czeka na nas Kanion Colca, Puno, Cusco i Machu Picchu.